w Inspiracje

10 sposobów jak nauczyć się jeździć samochodem

10-sposobow-jak-nauczyc-sie-jezdzic-samochodem

Znaczącą część mojego życia spędzam, niestety, w korkach. Żeby nie spisać tego czasu zupełnie na straty, staram się go sobie jakoś umilić. Na przykład, prowadzę obserwacje socjologiczne. Oszacowałam między innymi, że kobiety stanowią maksymalnie 1/3 wszystkich kierowców. Czy nie sądzicie, że to stanowczo za mało? Kobiety, za kierownice!

kobiety za kierownice

W ostatnich latach sytuacja i tak uległa znacznej poprawie, co nie zmienia faktu, że zasadniczo jeździmy samochodami znacznie rzadziej niż mężczyźni. Nie mówię nawet o dalekich, wakacyjnych trasach, chodzi mi raczej o codzienne przemieszczanie się z punktu A do B na krótkich dystansach.

Oczywiście, powodów takiej sytuacji może być wiele, choćby rodzaj wykonywanej pracy, ja jednak chciałabym się przyjrzeć najbardziej istotnemu z nich, czyli reakcji:

ALE JA SIĘ BOJĘ… :(

Temat jest mi bliski, ponieważ przerobiłam go sama, a moje prawo jazdy przez 8 lat leżało nieużywane w szufladzie. Samochodowa fobia została mi sprzedana przez moją Mamę, która posiada prawo jazdy od 35 lat i przez ten czas używała go dosłownie kilkanaście razy. Mam też taką koleżankę – “prawko jest, motywacji nie ma” i drugą – “nie nauczę się, bo mąż się przyzwyczai i  będę musiała jeździć” i kolejną, kolejną i jeszcze następną… Całe mnóstwo.

Mnie do prowadzenia auta przymusiło życie i przeprowadzka do uroczego miejsca pod miastem. Pokonałam strach i teraz jestem do samochodu prawie przyrośnięta. Co więcej, postrzegam moje jeżdżenie w kategoriach sukcesu większego, niż wszystkie matury, studia i awanse. Stanowczo mówię: WARTO!

auto

Jednak, jeśli opór wynika ze strachu, jak się za to zabrać?

  • Raczej nie jest dobrym pomysłem, żeby uczył Cię Twój mąż lub Tata. Słyszałam o niezliczonej ilości takich prób, nie znam takiej, która skończyła się sukcesem. Poprawcie mnie jeśli nie mam racji – bywają chlubne wyjątki, ale jest ich niewiele.
  • Zamiast tego, znajdź dobrego instruktora. Anioła cierpliwości i anty-szowinistę. Czytaj fora, słuchaj opinii, poszukaj szkoły dedykowanej specjalnie kobietom. Zastanów się, kto może pomóc Ci się nauczyć: mama, przyjaciółka, sąsiadka?
  • Spisz sobie dziedziny życia, które dzięki jeździe samochodem staną się łatwiejsze. Wyobraź sobie na przykład, jak jadąc z pracy robisz w supermarkecie zakupy, wrzucasz je do bagażnika i nie musisz prosić męża o to, żeby pojechał z Tobą w sobotę, dzięki czemu obydwoje zyskujecie 1/4 weekendu. Lub cokolwiek innego co do Ciebie przemawia. Myśl o tej liście w trudniejszych chwilach.

Cieszę się, że czytasz mój blog.
Nie przegap żadnego wpisu –
obserwuj PATCHWORK w serwisie
Facebook Instagram Google+Pinterest Bloglovin’


  • Zafunduj sobie tyle lekcji, ile Ci potrzeba. Nikt nie obiecywał, że samochód to tania sprawa … Jednemu wystarczy 20 godzin za kółkiem, drugi potrzebuje 40 lub 50! Nie wszystkie lekcje muszą być płatne, chodzi o to, żebyś doszła do takiego momentu, kiedy poczujesz się na drodze w miarę bezpiecznie.
  • Już od dziś, jak tylko poruszasz się ulicą, obserwuj skrzyżowania, światła, zasady. Największym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że z samochodu ulice wyglądają inaczej.
  • Jak już zaczniesz jeździć sama, dokładnie planuj trasę. Przynajmniej na początku. Przemyśl skrzyżowania, zastanów się, czy będziesz wiedziała jak się na nich zachować. Polska jest niestety krajem, gdzie niektóre rozwiązania komunikacyjne zasługują na Nobla. Trzeba być na to przygotowanym.
  • Pamiętaj, że każde auto ma 3 i 4 bieg, a na większości dużych ulic jest prawy pas. Ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym to przeważnie 50 km/h i tak, bez żenady, możesz jeździć. To mała prędkość, a zatem dużo czasu na przemyślenie wszystkich manewrów. Nie musisz się spieszyć. Jak ktoś trąbi, to jego problem. Tylko błagam, nie zastanawiaj się zbyt długo na lewym pasie ;)
  • Zastanów się co możesz zrobić, żeby ułatwić sobie trochę zadanie jakim jest jazda po mieście. Dobrym pomysłem może być przykładowo montaż kamery cofania lub czujników parkowania. Tu znajdziesz propozycje tych produktów, w różnych cenach.
  • W samochodzie zapomnij o smsach i gadaniu przez telefon! Ostatecznie gadać możesz w korku i przez słuchawki.
  • Pomyśl natomiast co zrobić, aby w aucie poczuć się lepiej. Może rozwiązaniem będzie piękny zapach, albo montaż uchwytu na kubek? Powyżej link do zapachów samochodowych Yankee Candle. Moim zdaniem, nie mają sobie równych.
  • Korzystaj z kobiecego czaru. Ustawiłaś się nie na tym pasie co trzeba? Otwórz okno i zrób słodkie oczy do kierowcy obok. Pokaż ręką gdzie chcesz wjechać. Na pewno Cię wpuszczą, jak nie pierwszy, to kolejny.
  • I wbij sobie do głowy ponad wszystko: inni kierowcy też nie chcą mieć wypadku. Nie tylko Ty musisz uważać prowadząc. Inni będą uważać na Ciebie!

Chcesz przeczytać więcej  na ten temat?
Zobacz koniecznie wpisy:
Baba za kierownicąJak kupić samochód


Proszę, podzielcie się w komentarzach swoimi doświadczeniami w tym temacie. Bardzo jestem ciekawa, czy prowadzenie samochodu też jest dla Was takie trudne jak było na początku dla mnie?

Miłego dnia!

Paula

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

POPRZEDNI POST
KOLEJNY POST
Udostępnij:
  • Jako mężczyzna potwierdzam, że wszystkie te punkty które wypisałaś, przydają się na początku jazdy samochodem i dają efekt :)

  • Iwona Skiba

    Witam
    Mam ten sam problem co Julia. Mam prawo jazdy od 5lat, jeździłam kilka razy i nigdy sama,zawsze ktoś mi towarzyszl obok. Rok temu zaszłam w ciąże i co…. I już w ogóle nie jeżdżę. Dobija mnie fakt że ciągle jestem niesamodzielna i zależna w tej kwestii. Z tego powodu często,gęsto wynikają kłótnie z mężem, Że nie pomaga, nie motywuje…Bo ja poprostu się już boję że zrobię ludziom krzywdę. Ponadto to poczucie wstydu że będą mnie oceniać, śmiać się ze mnie. Mama wbijala i wbija mi do głowy że mam jeszcze czas nauczyć się jeździc… Dramat,. Wiem że nie powinnam tego słuchać bo to głupota, jestem dorosła,ale jak ktoś Ci non stop tlucze do głowy że masz czas, albo nie rób tego tamtego, wieczne musisz zadowalac ludzi kosztem swojego szczęścia to ciężko się od tego uwolnić. Także kiepsko.
    Lekcji niestety chce brać, po co… Zeby nikt mi auta nie dał….

  • Agnieszka Zalewska

    Wiem, że ten wpis pojawił się już 2 lata temu, ale nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać swoich doświadczeń. Uważam, że jazda samochodem wymaga odwagi (my kobiety też musimy mieć jaja), rozwagi, pewności siebie, zaufania samemu sobie i RADOŚCI z jazdy, bo to jest przyjemność, a nie przykry obowiązek. Kurs nie jest po to, żeby nauczyć się jeździć, tylko od tego, żeby zdać egzamin. Prawdziwe życie kierowcy zaczyna się dopiero po otrzymaniu prawa jazdy. Nie da się nauczyć jeździć nie wsiadając za kierownicę, bez doświadczenia nie można zwalczyć strachu, bo on sam z siebie nie zniknie ani nie weźmie paniki pod pachę i nie krzyknie: “dobra, to my idziemy, a ty sobie jeździj! Na zdrowie!” To, że nie wychodzi coś podczas jazd kursowych to nic nie znaczy. NIC! I ilość egzaminów również nie świadczy o tym, jakimi jesteśmy kierowcami. Do zdania oprócz umiejętności przydaje się szczęście. Nie potrafiłam zdać na łuku 4 razy, a teraz nie mam problemów z jazdą do tyłu, z parkowaniem równoległym ani prostopadłym tyłem. Ale trzeba wsiąść do auta i znaleźć sposób na siebie. Na egzaminie są tylko dwie próby, ale na parkingu pod Tesco możesz poprawiać się nawet 50 razy. Teraz jest jeszcze jedna możliwość: Google Street View – boisz się jakiegoś skrzyżowania, upewnij się, że zdjęcia tego miejsca są aktualne i przyjżyj się, bo za monitorem nikt cię nie obtrąbi. A jak ktoś na ciebie trąbi, to ciesz się, że mu klakson działa, o!

    Prawo jazdy zrobiłam w 2012, bo chciałam, to było dla mnie naturalne jak pójście ze szkoły podstawowej do gimnazjum – po prostu wiedziałam, że jak będę miała 18 lat to będę miała również prawo jazdy. Jazdy szły mi jak każdemu – raz lepiej, raz gorzej. Nie umiałam płynnie ruszać, a jazda na najniższych biegach była dla mnie czarną magią. Przestawałam szarpać autem dopiero ze zmiany 3 na 4 i wyżej. Jednego egzaminu nie zdałam z powodu przekroczenia prędkości. Tak, jechałam po Katowicach 60 km/h “elką”. Wtedy też usłyszałam od egzaminatora słowa, po których poczułam się tak, jakbym dostała od niego mokrą szmatą po twarzy: “bardzo ładnie pani jeździ, odważnie, nie popełniła pani żadnego błędu technicznego, ale nie mogę zakończyć egzaminu z wynikiem pozytywnym, bo ma pani ciężką nogę. Szkoda, bo naprawdę pani potrafi bardzo dobrze jeździć”. Wtedy wolałabym usłyszeć od niego, że nie potrafię, że się nie nadaję, a nie, że “umiesz, ale nie dostaniesz”.

    W końcu zdałam i pod swoje skrzydła wziął mnie mój tata. Za każdym razem wychodziłam samochodu z płaczem, bo wszystko było źle, bo za szybko, bo za wolno, bo nie tak, bo czemu się zatrzymałaś, za długo myślisz, w ogóle nie myślisz, nie kręć tak tą kierownicą, to jest kierownica, tym trzeba kręcić! Teraz uważam, że właśnie te przejażdżki z tatą spowodowały, że się nie boję. Choć wtedy bolało, to teraz widzę, że właśnie dzięki tacie moje manewry za kierownicą są pewne i przemyślane. Nauczyłam się, bo chciałam, żeby w końcu przestał zwracać mi uwagę, nie mogłam robić niczego “na odpier**l”, bo znowu zaczęłabym ryczeć, a chciałam mu pokazać, że ja potrafię i robię to dobrze. Nie, między nami nie ma żadnych toksycznych relacji. Tata mi zawsze powtarzał, że auto to tylko ubezpieczona blacha na czterech gumach, zawsze można kupić nowe, ważne, żeby to mnie się nic nie stało. Oczywiście mam nakaz szanowania jego samochodu, ale zawsze mnie przytulał i mówił, że nic się nie stało kiedy pokazywałam mu, gdzie odarłam lakier (a odarłam 3 razy w tym raz porządnie, bo nawet wgniotłam blachę – ave Autocasco!). Poza tym, nauczył mnie zmieniać koło, “żebyś w razie czego umiała sobie poradzić. Umiesz liczyć, licz na siebie”.

    Pierwszą stłuczkę zaliczyłam po 1,5 roku od otrzymania prawa jazdy. Nie z mojej winy, na skrzyżowaniu wjechał we mnie tir, auto nadawało się tylko do kasacji. Nikomu nic się nie stało. Na drugi dzień dostaliśmy auto zastępcze, wtedy postanowiłam, że wsiadam i odwożę brata, ale robię to SAMA, bo byle tir nie spowoduje, że przestanę jeździć, a bardzo to lubię. Znowu musiałam zmienić tok myślenia: tira na drodze nie uniknę, to że zdarzyło mi się to raz, nie znaczy, że zdarzy się kolejny, nie każdy tir we mnie wjedzie. Na początku pociłam się ze stresu na widok tira, który jechał albo stał obok mnie, nieważne czy byłam na miejscu pasażera albo kierowcy. Na miejscu kierowcy tym bardziej nie mogłam pozwolić sobie na żadną panikę – kilka głębokich wdechów i komu w drogę temu czas. Powoli stres mijał, teraz jest już luz i nadal uwielbiam prowadzić samochód.

    • Agnieszko, bardzo dziękuję Ci za Twój komentarz i podzielenie się swoją historią. Dla mnie jesteś dowodem na to, że wszystko się da, trzeba tylko chcieć :)

  • emigiers@interia.pl

    witaj a ja mam takie pytanie robie sobie kurs na prawo jazdy i mam juz te 30 godzin zrobionych ale w miescie nie ale na prostych drogach jeszcze trudno mi ta ruwnowage utrzymac moze ja powinnam zrezygnowac moze sie nie nadaje na kierowce

    • Osobiście mam wrażenie, że w mieście się jeździ nawet nieco trudniej niż w trasie, na pewno inaczej. Wszystko jest kwestią praktyki, warto dać sobie czas. Jestem zdania, że naprawdę niewiele jest osób które rzeczywiście NIE NADAJĄ SIĘ na bycie kierowcą, natomiast bardzo licznym jazda na początku sprawia wiele problemów.

  • Beata

    Witam,pisałam tu w zeszłym roku o moim egzaminie i stresie,(udało mi się za trzecim razem zdać). Dziś mam już przejechane ponad 3500km,…i tak ; techniczne radzę sobie dobrze,bardzo ładnie zmieniam biegi,”czuję” samochód – to opinia znajomej,która jeździ od lat, a taki miałam z tym problem! Parkowanie,może nie zawsze b. ładnie, ale radzę sobie. Mieszkam w terenie górzystym i zdarzało mi się przy ruszaniu pod górkę, że parę razy mi zgasł, albo zaczął cofać i to na skrzyżowaniu! Jeżdżę autem 1,2 silnik i jest trochę słaby,chociaż mąż nie ma z nim problemu! No własnie, mąż – w większości jeżdżę z nim,czasami sama,ale to ok.10 – 20 km po okolicy, raz zrobiłam 70km sama! I bardzo dobrze mi się jeździ samej,mniej robię błędów,a przy nim mi się zdarzają i wtedy mnie krytykuje.Wczoraj wymusiłam pierwszeństwo na skrzyżowaniu – chyba pierwszy raz, to się wydarł na mnie,a przecież wiem,że źle zrobiłam! I czuję,że on myśli,że ja się nie nadaję na samodzielną jazdę i teraz to ja też się nad tym zastanawiam….brakuje mi pewności w szybkim reagowaniu,zwłaszcza gdy jest duży ruch. A lubię prowadzić,włączam muzykę,ale cały czas kontroluję wokoło,nie jestem jeszcze na etapie,żeby np. rozmawiać przez tel. jedzenie czy picie też odpada,chociaż jedną ręką kierownicę dobrze mi się trzyma. Ile km. muszę przejechać, żeby czuć się na prawdę pewnie w dużym ruchu,bo jeszcze zapomniałam napisać,że boję się dużych tirów,uciekam wtedy do prawej,Ale potrafię też wyprzedzać,…sama już nie wiem…czy się nadaję! :(
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Cześć Beato! Przede wszystkim, dziękuję Ci za ten komentarz :) Bardzo miło jest mi obserwować, że czytelnicy do mnie wracają, że robią postępy i nie poddają się kiedy mają trudności.
      Jeśli chodzi o Twoją jazdę: moim zdaniem absolutnie się nadajesz i to nie ulega wątpliwości. Ja sama po kilkunastu już latach codziennej jazdy nie lubię prowadzić kiedy obok siedzi mój mąż lub tata, bo zawsze się do czegoś przyczepią. Widocznie niektórzy już tak mają, że uważają, że zjedli wszystkie rozumy, a wiadomo, że Ty w stresie będziesz popełniać więcej błędów niż zazwyczaj.
      Fakty natomiast są takie:
      1. egzamin zdany – za trzecim razem to naprawdę całkiem szybko, znam takich co podchodzą po kilkanaście razy
      2. 3500 km przejechane, czujesz auto, zmieniasz biegi, parkujesz (nie wiem czy Cię to pocieszy, ale ja do dzisiaj nie umiem parkować kiedy mam mało miejsca, wolę poszukać czegoś bardziej komfortowego niż wjeżdżać na styk).
      3. wyprzedzasz – a to zawsze wymaga przełamania się
      4. lubisz prowadzić!!!!
      A może Twój mąż wcale nie myśli, że się nie nadajesz? Po prostu przestraszył się trudnej sytuacji na drodze i wrzasnął, bo nie miał kontroli?
      Jeśli chodzi o Twoje pytanie o to kiedy poczujesz się pewnie – to chyba trudno zdefiniować jednoznacznie, bo różnie to wygląda u różnych osób. Moim zdaniem najważniejsze jest, aby jeździć i nie robić długich przerw. Natomiast niektórzy mówią, że po mniej-więcej dwóch latach następuje taki moment, że osoba czuje się na tyle pewnie, że zaczyna gwiazdorzyć i powoduje wypadki. Tyle, że to też kwestia indywidualna :)
      Trzymam kciuki! Nie daj się zniechęcić.

      • Beata

        Witaj Paulino! Bardzo,bardzo Ci dziękuję,podniosłaś mnie na duchu i dodałaś skrzydeł!

  • Jowita Damaszek

    jeśli kogoś bardzo stresuje jazda samochodem, to może lepiej niech się nie bierze za prowadzenie.

    • Absolutnie się z Tobą nie zgadzam :) Moim zdaniem, stres nie powinien nas ograniczać, tylko motywować do działania.

  • Beata

    Witam .Ja własnie robie kurs prawa jazdy jezdze po
    Krakowie bardzo sie boje ,instruktor to anioł umie wytłumaczyc ,porozmawiac stara sie mnie rozluznic a ja nadal spieta nie wiem co robic to juz moja 8 godzina jazdy a nadal popełniam błedy mylą mi sie biegi ,kierunki jazdy czy ja jestem do kitu nie nadaje sie juz dio niczego

    • Jestem absolutnie przekonana, że i po dwudziestej lekcji błędy są absolutnie naturalne. Nie poddawaj się i powodzenia! :)

  • piotr krason

    jazda autem jest 100 razy latwiejsza niz zdanie matury

  • EAgroup Pl

    Ciekawe i przydatne uwagi :)

  • Dorota

    Oh dziekuje !! Mam traume zwiazana z wypadkiem.. 25 lat temu wydarzylo sie cos strasznego, co zablokowalo mnie na prawie cwierc wieku.. dziekuje za ten wpis.. bardzo byl mi potrzebny, wczoraj na kolejnej lekcji chyba najgorszej ze wszystkich stracilam wiare czy jest sens kontynuowania tego. jest! Bede to wracac! Szerokiej drogi kobietki..

    • Trzymamy kciuki! Krok po kroku, wierzę że się uda. Traumę niełatwo pokonać, wiem, ale gdyby tak dać sobie czas i stopniowo ją “nadwyrężać”, w końcu ustąpi.

  • Wojtek Sykurski

    Hej,
    Ja zadam może trochę inne pytanie: czego (tak bardziej dokładnie) oczekują Panie od instruktora jazdy ?
    Chodzi zarówno o podejście, jak i które elementy wiedzy przekazywać (skupić się na hamowaniu silnikiem, redukcji biegów, szybkim operowaniu sprzęgłem itd.) ?
    Nie pracuję w tym zawodzie, ale poprosił mnie znajomy żebym wziął na parę lekcji jego córkę. Ona nie chce żeby tata ją uczył, w szkole do której poszła jest dość kiepski instruktor (mała miejscowość – nie ma w czym wybierać).

    I jeszcze – jak pomóc zredukować stres ? Bo mała się boi – lekcje będą na bocznych/leśnych drogach, ale Nissanem Patrolem (długi – 5m). Może i słuszne podejście taty, że jak na tym się nauczy, to Yariska wyda jej się mała, ale sam nie wiem czy to dobry pomysł.
    Dzięki za odp.

    • Z mojego punktu widzenia przed egzaminem najważniejsze jest redukowanie biegów, jazda po rondach (to akurat w lesie raczej nie do zrobienia :) ), ruszanie – tak, żeby auto nie robiło “żaby” na światłach. Hamowanie silnikiem – nie wiem czy na to nie za wcześnie. Jeśli chodzi o stres – tylko praktyka. Nie znam innego sposobu.

  • Ola

    Fajny artykuł dla osób początkujących.Niestety ja mam głębszy problem.22 lata jeździłam dużo, długie trasy i bez wypadku, w tamtym roku na oblodzonym nasypie pękła mi opona. Totalny pech i najgorszy moment na trasie. Zsunęłam się. No i zaczęła się masakra.Samochód tylko lekko pogięłam, ale ja od tamtej pory boję się jeździć jak widzę nasyp nawet tylko mokry.

    • Dziękuję Ci za ten komentarz. To prawda – techniki, które opisuję to sposoby dla osób raczej początkujących, które boją się jeździć, ale są w stanie – krok po kroku – przełamać ten lęk. Czasami jednak jest tak, iż rzeczywiście, z jakiegoś powodu lęk ten jest zbyt silny, żeby go pokonać bez pomocy. W Twojej sytuacji nie jest to przecież kwestia braku umiejętności, tylko fakt iż samochód kojarzy Ci się z przeżyciem w pewnym sensie traumatycznym. Chociaż fizycznie nic Ci się nie stało, zagrożenie było na tyle silne, że pojawił się ogromny opór. To rzeczywiście głębszy, złożony problem.

  • Moim zdaniem, stres ustępuje z każdym przejechanym kilometrem, więc … warto się zmuszać, pomimo stresu. Natomiast jazda dużym autem to kwestia przyzwyczajenia. Dla mnie sama jazda wygląda mniej więcej tak samo – właściwe ustawienie lusterek załatwia sprawę, natomiast trudniej wygląda sprawa parkowania. Tu super robotę robią czujniki z tyłu i jestem zdania, że warto w nie zainwestować.

  • Asia Soboń

    Witam…..Ja prawko dostałam dopiero 5 dni temu i w ten sam dzien dostalam auto ale za nic sie nie moge przemóc jak tylko wsiadam za kierownice robi mi sie niedobrze i cala sie trzese poprostu sie boje a dodatkowo woze swojego synka to mnie bardzej stresuje bo sie boje ze nie zdaze zareagowac i jeszcze jakies nieszczescie sie stanie i nie wiem jak sobie z tym poradzic :((( a najgorsze i najwiekszy problem to parkowanie nie potrafie ocenic odleglosci z tylu i wgl a u nas niestety same ciasne parkingi

    • Takie reakcje są bardzo normalne na początku. Mi pomogło jeżdżenie na krótkich trasach w godzinach kiedy ruch jest najmniejszy i dokładne planowanie trasy – łącznie z wyobrażaniem sobie skrzyżowań. Pomaga też niska prędkość – jest więcej czasu na reakcję, a jeśli inni się wściekają, to co – w końcu tu chodzi o Wasze bezpieczeństwo. Trzymam kciuki!

  • Daria

    A co jeśli komuś uda się w końcu zdać ? Marzy o aucie ale nie ma za co kupić tego auta może kredyt ? Ale w wieku 18 lat ? A dochód mam tylko do sierpnia

    • Mam wątpliwość czy możliwe jest w ogóle uzyskanie kredytu w takiej sytuacji – chyba, że raty byłyby tylko do sierpnia. Jednak, zastanawiam się, czy nie bardziej korzystne byłoby odłożenie pewnej sumy do sierpnia i kupno auta wtedy – koszty kredytu są bardzo wysokie, a oprócz tego trzeba wziąć też pod uwagę koszty ubezpieczeń, badań technicznych, opłat rejestracyjnych, napraw i paliwa. Generalnie, nie ukrywam, że własne auto to stały koszt. Niemniej, tak czy inaczej uważam, że prawko warto mieć, gdyż o wiele łatwiej jest odświeżyć umiejętności po przerwie, niż uczyć się i zdawać wtedy, kiedy okaże się naprawdę konieczne.

  • Beata

    Auto było daleko i jechało wolno,bo miało przejscie dla pieszych,i dopiero po chwili nas minęło,gdy wczesniej egzaminatorka po hamulcach.Mój instruktor gdy sie dowiedział,że kobieta mnie egzaminowała,to zrobił tylko minę w stylu -że bedzie ciężko! A kobieta egzaminator powinna być raczej przychylna nam,tak mi się wydawało wcześniej.Instruktora mam fajnego,nie uczy mnie np.łuku na sposoby typu”jak miniesz drugi pachołek…” tylko kontrolować linie przez prawe lusterko(gdy mi linia ucieka to kierownicą w stronę linii,gdy za bardzo się zbliżam to w przeciwną stronę lekko), bo na prawdziwej drodze nie ustawią mi pachołkow. 14 listopada drugi egzamin,powinnam się mniej stresować,bo już wiem jak to wygląda,a jest odwrotnie.Najbardziej się boję tych skrzyżowań i nie wychodzi mi za bardzo płynne redukowanie biegów,gdy szykuje się do skrętów,trudno mi zdążyć przed zakrętem ze wszystkim,mam na myśli gdy jadę na wysokim biegu np. “piątce”Pozdrawiam wszystkie Panie,które są przed egzaminem i Ciebie Paulino -dziękuję za super blog :))

    • Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale z redukcją biegów wszyscy mają problem na początku… Trzymam kciuki za egzamin i dziękuję za miłe słowa na temat mojego bloga :)

      • Beata

        Dziś nareszczie zdałam za 3 razem,ale było ciężko,egzaminator mnie przeczołgał,krytykował cały czas,a na koncu powiedział,ze zalicza i było ok :)
        Przed egzaminem byłam tak zestresowana,ze mówiłam sobie ,że to mój ostatni raz i mam dość,mimo,że bardzo lubię jeździć,w sumie wyjeździłam 50godz z instruktorem.Moje rady na egzaminie to: jechać wolniej (akurat śnieg i zima okazały się sprzymierzeńcami moimi),na “stopie” czekam i przepuszczam wszystkich,a głową cały czas macham jak piesek w lewo prawo no i przepisy i znaki drogowe w jednym paluszku, Wszystkim życzę zdanego egzaminu i pozdrawiam

  • Daria

    Zreszta myslalam ze zdam czy poprostu dam sobie rade ale jak widac to mnie przerosło :)

    • Beata

      Też myslałam,ze zdam,plac zrobiłam,więc stres lekko mniejszy,a tu na drugim skrzyzowaniu – Wymuszenie – najgorsze,ze nie widziałam tego auta z lewej,bo było na prawde daleko z tyłu,i po egzaminie! :( Następny za miesiąc i mam coraz mniej optymizmu

      • Jeśli widziałaś je daleko, musiało bardzo szybko jechać… Jednak, przychodzi mi do głowy jeszcze jedna opcja: może zajechałaś drogę nie temu, którego widziałaś daleko, ale takiemu co był tuż obok Ciebie i w lusterku go nie było widać, bo był w tak zwanym “martwym kącie”? Czasami tak się zdarza, że jak ktoś jest mniej więcej obok, to z przodu jeszcze go nie widzisz, a w lusterku już go nie widzisz. Pomaga lekki rzut oka w bok przed zmianą pasa. Powodzenia!

  • Daria

    Wydaje mi sie ze poprostu nie mam umiejetnosci. Poprostu nie umiem kierować autem. Juz cztery razy polegalam na rekawie a co dalej potem niestety miasto a tam juz naprawde nie tak latwo zdac

  • Daria

    Raczej daruje sobie prawko wydaje mi sie ze jestem osoba ktora poprostu sie nie nauczy

  • Daria

    Tylko to wszystko tyle kosztuje juz sie zastanawiam czy tego wszystkiego nie rzucic bo poprostu bardzo duzo pieniedzy idzie na to a umiejętności i tak czy tak nie mam ;(

    • Oczywiście to Twoja decyzja, ale czy nie szkoda Ci kasy, którą już w to zainwestowałaś? Czasem nie warto poddawać się na ostatniej prostej :) Te triki naprawdę działają, poczytaj sobie o tym. Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie.

  • Ja bym się zastanowiła nad zmianą instruktora, albo wzięciem kilku lekcji u innego – który potrafi nauczyć sztuczek przydatnych przy wykonywaniu manewrów. Mój pierwszy instruktor uczył mnie obserwować co dzieje się dookoła auta, czy mi koło na coś nie najeżdża – i oblałam. Drugi pokazał mi manewry w taki sposób “jak słupek mija znaczek na środku szyby, zrób pół obrotu kierownicą”. Zadziałało bez pudła, a parkować i tak nauczyłam się później.
    http://prawko-torun.pl/plac-manewrowy-zadania-egzaminacyjne-numer-dwa

  • Daria

    Co zrobic jak sie oblewa rękaw juz cztery razy ?

  • Karolina

    Ja zrobiłam prawo jazdy 2 tyg temu, dzisiaj odebrałam i jestem przerażona tym że mam sama jeździć. Niby egzamin zdałam a instruktor cały czas mi powtarzał “ty dobrze jeździsz tylko więcej odwagi” a problem jest taki że mi tej odwagi brakuje. I zupełnie nie wiem co z tym zrobić. Boję się że zostanę tzw analfabetą wstecznym i że zupełnie zapomnę jak się jeździ😶😶😶

    • Rzeczywiście, bardzo ważne jest żeby po zdaniu na prawko od razu zacząć jeździć. Każdy dzień przerwy powoduje, że lęk się wzmaga. Mi pomogło ustalenie jednej trasy i pokonywanie jej codziennie. Nie była długa – ok. 20 minut, ale jak oswoiłam tę jedną, z kolejnymi poszło już łatwiej. Powodzenia, trzymam kciuki!

  • Małgorzata

    A ja zdałam prawo jazdy 1 września tego roku ,nie mając pojęcia o jeździe i mam 49 lat.Jezdze Tusonem i boję się ale nie poddaje.Warto było zrobić prawko tylko trzeba uważać na wszystko.Pozdrawiam

    • Pani Małgorzato,
      Z każdym dniem będzie coraz łatwiej!

  • Julia Przybysz

    Witam Cię spadłaś mi z nieba motywując mnie do jazdy. Prawko może nie długo mam bo dopiero rok, a za kółkiem w swoim autku może z cztery razy :-( wszystkiego się boję nawet jak wiem, że dobrze pojechałam to i tak wmawiam sobie, że pewnie było coś nie tak :-( jak przy ruszaniu trochę pogazuje za mocno :-) ( zdarza się )to odrazu wkręcam sobie, że inni kierowcy już mnie obgadują, że kto jej dał prawko itp. Ale od jutra zaczynam wozić córkę do przedsZkola co ma być to bedzie. Wiem, że lżej byłoby mi gdybym się przemogla pozdrawiam Cię serdecznie. Trzymajcie za mnie kciuki.

    • Nie warto przejmować się ludźmi, którzy są bezinteresownie złośliwi! Lepiej jeździć, nawet z błędami, niż w ogóle nie jeździć. Trzymam kciuki za Ciebie! Pozdrawiam serdecznie 👍🌞

  • Justyna

    Dziewczyny☺zrobiłam prawko mając 17 lat, uczyłam się i zdawałam na maluchu😊. Moje okładki leżą w szafce 20 lat!!!!! Teraz próbuje znaleźć dom więc będę zmuszona wsiąść za kółko aby dojechać do pracy i aby zawieść dziecko do szkoły. Ciężko mi idzie bo jestem zbyt ostrożny ale nie poddam się. TrzymTrzymajcie za mnie kciuki zwłaszcza przy ruszania bo to jest makabra dla mnie.

    • Trzymam kciuki i wierzę, że Ci się uda.

  • Myślę że teorię przydałoby się powtórzyć, oczywiście nie egzamin tylko kodeks. Natomiast instruktor niech zamknie dziób, jak ma wygłaszać podobne treści, naprawdę. Czasem się zastanawiam, skąd oni tacy złośliwi.

  • Claudia

    Zawsze chciałam mieć prawko ale bałam się bardzo. W tym roku odważyłam sie iść do szkoły jazdy mimo że z stresu nie mogłam spać po nocach.Bardzo mi zależało żeby wszystkiego się nauczyć. Wewnętrzny z teorii zdałam za pierwszym razem z max ilościa punktów. Niestety gorzej jest z praktyką . Jestem po 8 lekcji jazdy, nie jeżdżę płynnie,dziś zgasł mi samochód z około 5 razy na skrzyżowaniu. Myślę że za bardzo mi zależy i przez to mi się nie udaje. Mój instruktor jest cierpliwy ale czasem myslę że sobie pomyśli ,że ja się nie nadaję. Czy to normalne że robię takie błędy na 8 godzinie jazdy czy na tym etapie nauki powinnam jeźdzzić płynnie i nie robić błędów ? Jeździmy po ulicach po ,któych nigdy nawet nie chodziłam i zwyczajnienie raz nie wiem jak jechać. Był taki dzien że byłam tak załamana że chciałam rzucić tą jazdę i zrezygnować.Ale jak się wypłakałam poczułam sie lepiej. Naprawdę zależy mi żeby sie nauczyć. Co dziennie robie testy z teorii ale…Staram się ale może za bardzo ?

  • Claudia

    Witam.Właśnie chodzę na prawo jazdy. Zwlekałam z tym wiele lat bo bałam się . Bardzo chciałam nauczyć sie jeździć żeby być samodzielną i nie musieć nikogo sie o prosić żeby mnie podwieźć i móc jechac do mojej Babci na wieś nie będąc uzależniona od pksu. Ale chociaż bardzo się staram,naprawdę nie wychodzi mi ta jazda. Jestem teraz po 8 godzinie jazdy i dziś samochód zgasł mi około 5 razy na skrzyżowaniach -wiem że dałam za mało gazu ale… Cały czas myślę co sobie instruktor pomyśli ,że może się nie nadaję. Nie wiem czy to jest “normalne” po 8 godzinach jazdy czy nie ? Czy tylko ja mam takie problemy czy większość osób ( nie jeżdżących wcześniej “po polnych drogach”) też robi podobne błędy ? A może mi za bardzo zależy ? Egzamin wewnętrzny zdałam pierwszego dnia z max ilością punktów.Ale ciężko jest mi to przełożyć na praktykę. A może ja rzeczywiście się nie nadaję ???

    • Zapewniam Cię, że gasnący samochód to normalne zjawisko, nawet i po kursie lub po egzaminie. Nie trać motywacji – z pewnością się nauczysz. A instruktor na takie problemy jest odporny :)

    • Jagna

      Po 8 godzinach i Ci gaśnie ? Dziewczyno, mnie i po 20 gasł. Co prawda nie tak często, ale nadal się zdarzało. Ja odkąd pamiętam myślałam o sobie, że się nie nadaję na kierowcę, ale poszłam na kurs, szło mi tak sobie, ale z czasem wiadomo coraz lepiej. Egzamin zdałam za pierwszym razem. Autko mam od miesiąca i jeżdzę co 2,3 dzień do pracy i nie powiem – stresuję się i robię błędy, czasem i nawet zgaśnie ale wierzę, że będzie tylko lepiej.

  • ula

    Ula- Po 18 latach od zdania egzaminu prawa jazdy zaczęłam jeździć najpierw jazdy z instruktorem potem z mężem ( to była masakra) aż w końcu jazda samodzielna. Do prowadzenia samochodu zmusiła mnie konieczność dojazdów do pracy. Na początku był to olbrzymi stres i robiłam mnóstwo błędów, nie bardzo wierzyłam że kiedyś opanuję jazdę samochodem na tyle by jeździć bez stresu, ale po roku już było w miarę dobrze. Jeżdżę już 10 lat a i tak nie uważam że jestem dobrym kierowcą. Staram się jeździć bezpiecznie. Samochód bardzo ułatwia mam życie, oszczędza czas i nogi. Ale jeszcze lepsza była koleżanka mojej mamy. Po 25 latach kupiła pierwszy samochód i pojechała nim w trasę ok 250 km. Grunt to wiara w siebie.
    Pozdrawiam wszystkie kobiety za kierownicą, nie dajmy się zdominować facetom.

    • Ula, gratulacje!!! Twoja historia jest dowodem na to, że jak się chce, samochód daje się okiełznać. Dziękuję, że się nią podzieliłaś. Pozdrawiam serdecznie!

  • Miłośniczka książek

    Mam 21 lat i właśnie zapisałam się na kurs jazdy. Wczoraj odbyłam 5h jazdy z 30h z instruktorką i jeżeli mam być szczera to wolałabym aby mnie tata uczył, gdyż to on jest tym cierpliwym, a moja instruktorka doprowadziła mnie wczoraj do płaczu, tak bardzo, że aż myślałam aby zrezygnować z nauki jazdy, a wszystko przez to, że wczoraj była moja pierwsza jazda po mieście, gdzie wiadomo ciągle się zwalnia, przyspiesza, zmienia biegi i wgl trzeba wszystko szybko, dokładnie i płynnie robić, a na 5h jak można to już mieć wyrobione?

    • Rozumiem, że wczoraj to była piąta godzina, a nie pięć godzin jazdy za jednym zamachem, co w pierwszym momencie przyszło mi do głowy. Myślę, że instruktorka nie liczy na to, że po pięciu godzinach masz to już wyrobione, bo nikt by nie miał, po prostu ma jakiś taki system nauczania idiotycznie stresujący. Trzymaj się!
      Wiele osób nawet i po 30 jeździe ma problem z gasnącym autem przy ruszaniu i gubi się na rondach, wszystko przyjdzie z czasem, najważniejsze to nie rezygnować.

  • Ewa

    Przede mną 6 podejście , w miejscowości z najgorszą zdawalnoscia w kraju . Nie wiem dlaczego zawsze coś zrypie a to pomyliłam kierunki , to wymusilam na kursie nigdy tego nie robiłam … Ale wiem że muszę spiąć poslady i odarnąć to prawko . Tym bardziej że pod domem stoi mój własny ford Focus i czeka kiedy w końcu zdam .

    • Mam nadzieję, że tym razem poszło super! A jeśli nie – nie rezygnuj, wolność jaką daje własny samochód jest naprawdę ogromna. Szczególnie, że już go masz :) Powodzenia w dalszej jeździe!

  • laped

    SUV z jedną kobietą + SUV z jedną kobietą + SUV z jedną kobietą i korek, sznurek aut 70 kmh środkowym pasem na ekspresówce za kółkiem kto ? kobiety, profilaktyczny hamulec przed rondem nawet jeśli nic po nim nie jedzie – prowadzi pani itd., itp. samochód drogie Panie nie służy do szpanu lub spacerowania po mieście i oglądania z ruchliwej ulicy witryn w sklepach…

    • Skoro sznur aut na środkowym pasie, rozumiem, że istnieje jeszcze pas lewy po którym można jechać szybciej? Bo o blokowaniu lewego pasa pisałam w tekście i zgadzam się, że nie powinno się tak robić. Profilaktyczny hamulec przed rondem? Może dlatego, że w każdej chwili może wjechać na nie pełną prędkością jakiś facet, nie zachowując należnej skrzyżowaniu ostrożności? Drodzy panowie, pamiętajcie o tym, że to Wy powodujecie ponad 75% wypadków w ogóle i znakomitą większość tych śmiertelnych. Profilaktyczny hamulec zamiast szpanu w waszych brykach też by wam się przydał.

  • Meggii

    Kiedyś mieszkałam w mieście więc o prawku nie myślałam , za to w życiu ułożyło się tak , że mieszkam na wsi , jestem zależna od męża, autobusów . 4 lata temu postanowiłam zapisać się na kurs spróbowac , instrukrtor powtarzał że jazda jest ok i że na prawdę dużo osób jezdzi gorzej a zdają prawko , pomyślałam to dobrze. Kiedy przyszedł egzamin robiłam się czerwona na twarzy , serce bardzo szybko mi biło i tak oblewałam na łuku z 5 razy , pod górke , potem na mieście wymuszenie az w koncu weszły nowe testy , podeszłam 2 razy nie zdałam i zrezygnowałam , miałam dość opinia rodziny typu jeju ile można nie długo nikt z tobą nie wsiądzie itd tych pieniedzy które straciłam płaczu itd. prawko bardzo ułatwiłoby mi życie tutaj , ale w głebi myślałam nic na siłe ile można. W koncu przyszło mi na myśl kilka miesięcy temu ze sprobuje jeszcze raz nikomu nic nie mówić dokupiłam kilkanascie godzin zapisalam sie na egzamin znowu na miescie oblalam …pomyslalam do 3 razy sztuka , znowu dokupilam 4 godziny , i 2 podejscie a tu znowu na miescie .. mysle dokupie jeszcze 2 godziny i podejde ostatni raz tym bardziej ze instruktorka mowila ze naprwde zasluguje by miec to prawko i ze ona by mi je dala ,zmotywowało mnie to , w koncu sie udało zdałam. wiec czas by pochwalic się męzowi , pogratulował ucieszył się , reszta jeszcze nie wie. Na weekend wyciągnał kluczyk i mowi jedz , gdzie chcesz nas zabrac z synem, spanikowalam i powiedzialam ze moze w przyszłym tygodniu , nie wiem czemu ale się boje , inny samochód nie taki na którym się uczyłam , wsteczny z przodu … brak instruktora obok…starch że nie wyjade itd nie wiem co mam z tym zrobić , wiem ze jesli nie zaczne jezdzic to nigdy sie nie naucze , zas na mysl ze mam wsiąść w jego samochód mnie paralizuje….proszę pomóż co mam z tym zrobic

    ,

  • agusia

    Egzamin na prawo jazdy zdałam za 1-szym razem (chwała Bogu), plastik mam od niecałego tygodnia. Oczywiście pierwsza samodzielna jazda była dla mnie dużym stresem dlatego poprosiłam brata, żeby mi towarzyszył. Staram się jeździć prawie codziennie chociaż po 10 km. Znam również wiele kobiet, które prawo jazdy odłożyły właśnie do szuflady i nie jeżdżą. Jest to bardzo duży błąd. Myślę, że gdybym sama miała np. kilkuletnią przerwę, to prowadzenie samochodu byłoby dla mnie Mission Impossible. Także dziewczyny: nie bójcie się jeździć świeżo po kursie! Znajdźcie w sobie tą odwagę, bo później będzie tylko trudniej.

  • Alina

    Prawo jazdy zdałam za 6stym razem trzy lata temu… do wczoraj nie jeździłam. Panicznie boję się prowadzić auto. Nie potrafię zmienić pasa ruchu, ponieważ nie potrafię ocenić odległości samochodu za mną. Nie ogarniam patrzenia w lusterka boczne w czasie jazdy…
    Nie ogarniam często, który pas mam zająć po skręcie. Mamy duży samochód, którym nie potrafię nawet prostopadle przodem dobrze zaparkować. Zawsze zajmuję dwa miejsca i stoję na skos. Mój chłopak od wczoraj zmusza mnie do jazdy, siedzi obok i pomaga. Ale czy będę miała kiedyś tyle odwagi i umiejętności, żebym w końcu sama mogła wyjechać w miasto? Raczej w to wątpię… chyba lepiej nie ryzykować i nie robić zagrożenia dla innych i odpuścić sobie jazdę samochodem. Nie każdy ma do tego smykałkę.

    • A ja powiem Ci, że wierzę w Ciebie. Ja też nie umiałam parkować, dziś po kilkunastu latach regularnego używania auta już dawno umiem, ale pomimo wszystko zawsze wybieram miejsca jak najbardziej komfortowe, nawet jeśli daleko od miejsca gdzie chcę iść. Ocena odległości w lusterkach przychodzi z czasem, szybciej niż się spodziewasz, a patrzenie w boczne lusterka staje się nawykiem. Ale żaden początkujący kierowca nie patrzy w nie w czasie jazdy do przodu, dopiero jak chce wykonać jakiś manewr. Daj sobie miesiąc regularnej jazdy i nie rezygnuj! Masz złotego chłopaka, fajnie że Cię motywuje, tylko pozazdrościć :)

      • Alina

        Dzięki Bogu, że mam takiego spokojnego chłopaka. Nawet powiedział, że jak zarysuję samochód, to przecież nic się nie stanie. To tylko samochód ;)
        W sumie to dzięki Niemu wczoraj znowu jeździłam pół dnia samochodem ;) może rzeczywiście z czasem będzie lepiej :)

        • :) Trzymam kciuki. A przy okazji – wszystkiego dobrego na Wielkanoc Wam życzę!

          • Alina

            Dziękujemy i również życzymy Pani i Pani bliskim spokojnych i rodzinnych Świąt :)

  • kari

    Muszę zapiać się na kurs, nauczyć jeździć, zdać egzamin, żeby móc odwozić dzieci do przedszkoli, a nie ciągać ich po autobusach. Nie wierzę, że nauczę się jeździć. Mąż każe mi robić prawko, ale twierdzi, że i tak nie zdam. Ja panicznie się boję. Słyszałam, że teraz ludzie zdają po kilkanaście razy. Np. dyrektor przedszkola mojego syna powiedział, że jego żona po trzeciej ciąży już musiała zapisać się na kurt i że zdawała 16 razy. Zdała, ale trwało to 6 lat!!! Jestem przerażona, uważam, że się do tego nie nadaję. Proszę poradź mi coś.

    • To bardzo miło ze strony Pana Męża, że jednocześnie Ci każe i podcina Ci skrzydła. Gdybym chciała być dosadna, powiedziałabym, że to trochę sadystyczne – ale oczywiście zakładam, że robi to w dobrej wierze. Widziałam setki kobiet prowadzących samochody. Znam takich lekko licząc kilkadziesiąt. ŻADNA nie zdawała egzaminu więcej niż 3 razy! Jeśli ktoś podchodzi do tematu aż 16-krotnie to brawo za wytrwałość, jednak myślę, że nie ma to nic wspólnego z realnymi umiejętnościami. Tam musiała zadziałać niezwykle silna blokada psychiczna, taki paraliż spowodowany stresem. A coś takiego – na co Ty potencjalnie również jesteś narażona, trzeba przepracować w głowie, nie na kursie.
      Ciężko mi Ci coś radzić, ale mogę powiedzieć co ja bym zrobiła:
      1. Odizolowała męża od tematu. W końcu, to Ty masz się uczyć, nie on. Powiedział co wiedział i koniec dyskusji.
      2. Zastanowiła się, czy rzeczywiście tego chcę. Ty, nie mąż. Jeśli uważasz, że się do tego nie nadajesz, to z jakiej racji ktoś ma Ci kazać? Ożenił się z Tobą bez prawka więc niech taką Cię kocha. Masz z pewnością mnóstwo innych zalet.
      3. Jeśli jednak uważasz, że zasadne jest wozić dzieci autem nie autobusami, weź pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa: takich osób co zdają egzamin po kilkanaście razy jest jednak bardzo mało. Skoro masz taką wśród ludzi których znasz, Tobie się to raczej nie przytrafi.
      4. I jeszcze bym dała sobie czas. Nikt nie powiedział, że na egzamin trzeba iść po 20 jazdach. Niektórzy potrzebują 40 inni 60… Weź ich tyle, ile Ci potrzebne. A jeśli nie masz na to kasy, poczekaj aż będziesz mieć. Oblane egzaminy też kosztują i to niemało.
      Uszy do góry! Nie święci garnki lepią. Ale nie daj sobie nic kazać.

      • Karina

        Hej! To znowu ja :) wiesz co? Odważyłam się i w październiku zapisałam się na kurs. Zdałam 8go lutego 2017 za pierwszym razem :D Byłam chyba za bardzo nastraszona przez osoby trzecie że tak późno się za to zabrałam. Dopiero w wieku 28 lat.
        Prawko mam, ale… samochodu nie mam i dalej jeździmy autobusami bo mąż twierdzi że mi auta nie da bo nie umiem jeździć. Ooo…
        Alez on mnie denerwuje. Skutecznie depcze moją pewność siebie i wiarę w swoje możliwości.
        I znowu boje się wsiąść za kółko.
        Odłożę kasę. Kupię samochód i pewnie kilka godzin z instruktorem wykupię bo jazda z mężem nie ma sensu.
        Dzięki za rady i wsparcie.
        Pozdrawiam!

        • Gratuluję zdanego egzaminu :) A że jazda z mężem to ciężka sprawa – no, niestety… Ale się nie daj! Pozdrawiam Cię serdecznie!

          • 3M

            dziękuję za odwiedziny mojego bloga :)

  • Kiedy wszyscy dobijali do 18 w liceum rzucali się na to prawo jazdy jak Reksio na pasztet. Mnie nie interesowało kompletnie bo i tak nie miałam pieniędzy na samochód. Prawo jazdy zrobiłam dopiero w 2013, kiedy miałam pieniądze na kurs i kiedy zaraz po zdaniu mogłam kupić samochód. Zdałam je za pierwszym razem, w Anglii. Najważniejszą radę dostałam od taty- myśl za innych. Mimo, że sama jeźdżę przepisowo to nie uchroni mnie to przed stłuczką jesli jakiś palant we mnie wjedzie. Dlatego zawsze staram się przewidywać co się stanie, nie ryzykuję, królów kierownicy przepuszczam. Niestety miałam małą przerwę bo musiałam sprzedać samochód po przeprowadzce na Słowację, ale zamierzam iśc na kilka lekcji prawa jazdy po znalezieniu pracy, żeby przyzwyczaic się do prawej strony ;)

  • Bardzo fajny wpis, pożyteczny, ale z przymrużeniem oka jednocześnie :) Ja jestem z tych, co mówią, że jak będzie taka potrzeba to się nauczę prowadzić (prawko mam.. od jakichś 8 lat), póki co robi to mój chłopak. Wiem wiem, trzeba kiedyś zacząć :)

    • Ale na serio to tak będzie, jak Ci to będzie potrzebne, to zaczniesz.

  • Mamusia Lolusia

    Ja kończę właśnie uzupełniający urlop po macierzyńskim i muszę zrobić prawo jazdy, by dojechać do pracy i z niej wrócić zaoszczędzając przy okazji sporo czasu. A czas jest ważny, gdy ma się małe dziecko. Kurs skończyłam w 2008 roku i w zasadzie zostają mi egzaminy. Boję się, ale muszę i co ważniejsze już teraz chcę. Twój wpis jest dla mnie bardzo podbudowujący :) pozdrawiam

    • Dziękuję za miłe słowa i trzymam kciuki, żeby udało się za pierwszym razem :)

  • Nie miałam takiego problemu. Chciałam bardzo jeździć autem. Problem był taki, że tata nigdy nie chciał mnie uczyć. Zrobiłam prawko zaraz po studiach. Nie zdałam za pierwszym razem. I dobrze. Nie jeździłam dobrze. Zmieniłam instruktora na kobietę. Nauczyła mnie nie tylko jeździć, ale również nauczyła mnie podzielności uwagi. Kocham jeździć autem, choć kierowcom nie ufam za żadne skarby. Zauważyłaś, że większość wsiadając za kółko zachowuje się jakby byli Bogami – mogę wszystko – po co mi zasady – jestem chamem! nie będę przepuszczać. A po co. Za to wszędzie się wciskają, poganiają, nie używają kierunkowskazów, zajeżdżają drogę i pośpieszają pieszych. Uważam, że kobiety może gorzej parkują, ale lepiej jeżdżą. A przynajmniej przy tym myślą.

    • Ja też nie zdałam za pierwszym razem. Za drugim się udało, ale moim zdaniem i tak jeździłam słabo. Najwięcej nauczyłam się już jak się “przemogłam” i zaczęłam robić to regularnie.

  • Punkt pierwszy, zdecydowanie tak jest. Jak uczy Cię tata czy mąż (najczęściej swoim autem) to ma się wrażenie, że bardziej martwią się o samochód i papierkowe sprawy z ubezpieczeniem i KOSZTY w razie wypadku niż o ciebie. Nie mają oni takiego podejścia jak zawodowy instruktor jazdy czy nauczyciel czegokolwiek, nie dostosuja się do indywidualnego profilu „ucznia”. Będą stresować, poganiać a ty czujesz się spięta, że nie możesz rozwinąć swoich drogowych talentów. Tymczasem to właśnie stres nakręcany przez innych może prowadzić do wypadków. Aż chce sie powiedzieć „stul japę i bo to ja kieruję”. Wyznaję zasade „Pomagaj mi tylko, kiedy cię o to poprosze”. Gdy nie będę wiedzieć co zrobić to zapytam. Choć nie zawsze musi tak być, są pewnie ojcowie i mężowie co to potrafią. Ja mam bardzo dobre doświadczenie z nauczaniem przez kolegów – oni dawali więcej luzu, bardziej wierzyli w Ciebie a mi się lepiej jechało. Jednak najlepiej uczymy się jeśli kupimy lub dostaniemy własny samochód. Albo w pracy musimy nagle gdzieś jechać mimo kilkuletniej przerwy od auta. Jak nie czujesz się pewnie także polecam skorzystać z pomocy instruktora. Jak jest dobry to żaden ojciec, mąż a nawet kolega go nie zastąpi.

    • Taki kolega co się nie boi, że mu rozwalisz auto, jest na wagę złota! :) Ale to prawda, najlepszy jest instruktor, szczególnie, że jego samochód też jest dostosowany do naszych początkowo nieporadnych prób. Ja na pierwszej lekcji doszkalającej nieomal wjechałam w drzewo. Na szczęście pan miał hamulec u siebie też.

  • Odkrywcza Mama

    No to ja przebiję wszystkich- mam prawko od 14 lat, nie jeżdżę od 8, to znaczy od czasu, kiedy przeprowadziłam się do wielkiego miasta. Jest mi trudno bez samochodu, jestem na siebie wściekła, że nie jeżdżę, ale kurna okropnie się boję. Mało jest idiotów na ulicach?! A jeszcze może miałabym wozić moje dzieciaki? Myślę sobie, że byłaby to wielka nieodpowiedzialność z mojej strony. No i co tu zrobić? Dziewczyny, skoro jesteśmy przy temacie, dajcie mi kopa w tyłek, bym się przekonała. Dziękuję za powyższy tekst, trochę coś tak w moim mózgu jakby ruszyło, ale jeszcze za mało, bym się zmieniła ;) Pozdrawiam

    • Ale czy ja dobrze rozumiem, że jeździłaś normalnie drogami krajowymi, ale po mieście się boisz? Nie wiem, czy Cię to przekona, ale w mieście wydarza się znacząco mniej poważnych wypadków niż poza miastem, jeśli już, to stłuczki. A piesi na ulicach są statystycznie bardziej narażeni na tragiczny w skutkach wypadek niż osoby siedzące w samochodach. Co więcej, nawet w mieście, najwięcej wypadków wydarza się przez nadmierną prędkość na długich, prostych odcinkach dróg, więc miejskie ulice, poprzecinane skrzyżowaniami, światłami i zakrętami są relatywnie bezpieczne. I jeszcze, może Cię zaskoczę, ale jeżdżę prawie codziennie po Warszawie od 13 lat i idiotów naprawdę nie widuję za dużo. Przeważnie jeśli już, to gnają lewym pasem, a ja jadę sobie spokojnie prawym :) Życzę Ci powodzenia :)

  • Pingback: Baba za kierownicą - i dobrze! - Patchwork()

  • Ja mam prawo jazdy od prawie siedmiu lat, mój mąż nie. To nie jest zbyt dobry układ, ale zdecydowanie uważam, że kobieta też powinna umieć jeździć autem. Zakupy to jest jeden duży argument (te codzienne spożywcze i wypad do galerii handlowej z przyjaciółkami), ale od razu myślę o jakiś kryzysowych sytuacjach w stylu – mąż, jedyny kierowca, złamał nogę w lesie, nie macie zasięgu, więc nie ma szans na wezwanie pogotowia…
    Punkt 9 warty zapamiętania! Ja zazwyczaj mam ochotę się schować, jak coś odwalę i na mnie trąbią, a mogłabym się przecież słodko uśmiechnąć i jeszcze by mi pomogli zamiast się wściekać :)

  • akurat w maju uzbierałam na prawko :) i coś się do tego zabrać nie mogę. doświadczenie z jazdą mam oczywiście niewielkie, ciężki mi powiedzieć jak to będzie, kiedy już ruszę na miasto. ale mobilność jest mega przydatna, nieraz żałowałam, że nie mam prawka.

  • Najbardziej boję się tego, że zrobię sobie zbyt długą przerwę od jeżdżenia. Mam prawko kategorii A i B. Motocykl prowadziłam ostatnio podczas egzaminu… Nie mam samochodu, ale staram się pożyczać go od taty, gdy tylko przyjeżdżam do rodziców, ale czuję, że im mniej jeżdżę tym mniej pewnie się czuję.

  • Super rady , właśnie planuje zapisać się na kurs :)

  • Mnie było bardzo trudno. I tak naprawdę po 6 latach nadal nie jestem mistrzynią kierownicy – boję się dużej prędkości nawet gdy podróżuję jako pasażer, a na autostradzie denerwuję się bardziej niż podczas obrony dyplomu ;)

  • Moje leżało 13 lat ;), a teraz nie wiem jak mogłam żyć bez samochodu ;)

  • Mnie nauczył jeździć mój maż :) Więc takie przypadki się zdarzają :) I zazwyczaj ja mam wrażenie, że jeżdżę lepiej od innych :D Choć czasami niechętnie wsiadam “za kółko”, ale dzięki Tobie, zmienię myślenie i “przyrosnę” do auta :)

  • Wkrótce zamierzam zapisać się na prawo jazdy i już się prawie trzęsę ze strachu! Dziękuję za wszelki rady, od dziś postaram się zwracać większą uwagę na wszelkie znaki. Aż, dziwne że sama na to nie wpadłam :)

  • Ja po zrobieniu prawka nie jeździłam, chyba z 7 lat:) Praca, konieczność szybkiego przemieszczania się, to mnie zmotywowało i teraz w samochodzie czuje się jak ryba w wodzie;)

  • Ja właśnie ze względu na to, że bardzo się boję i stresuję za kółkiem (chodziłam na kurs) nie mam prawa jazdy. Zdawałam egzamin dwa razy nie dość, że mi nie poszło, to na dodatek bardzo źle się czułam za kółkiem i sobie odpuściłam. Teraz jeżdżę tylko jako pasażerka, ale przyznam, że czasem jestem przerażona stylem jazdy niektórych osób. Moim zdaniem prawo drogowe w Polsce powinno być o wiele bardziej surowe.

    A ja zapraszam Cię dzisiaj wraz z Twoim artykułem do wzięcia udziału w moim Linkowym Party. Świetna okazja, żeby zaprezentować swojego posta, bloga i poznać wspaniałe osoby:). Mam nadzieję, że wpadniesz.

    • Dzięki Aniu :) Pewnie, że wpadnę.

  • Prawo jazdy mam od 5 lat i uważam, że to najlepsza decyzja jaką mogłam w życiu podjąć i zrealizować. I jestem z tego dumna, że jestem kobietą i kierowcą i uważam, że nie najgorszym. Znam wielu mężczyzn, którzy jeżdżą gorzej jak kobiety, tylko tak się utarło, że tacy z nich specjaliści.

    Miałam najlepszego w świecie instruktora, który cechował się tym o czym wspomniałaś ogromną cierpliwością :) i będę mu za to wdzięczna do końca życia, że kogoś kto wcześniej nie miał pojęcia jak ten mechanizm działa, nauczył wszystkiego bez ani słowa krytyki. Żadnych krzyków, nawet podniesionego głosu.
    Każdego kto się wacha przed podjęciem decyzji, żeby prawo jazdy zrobić, albo po czasie znów wsiąść do auta serdecznie namawiam. To nie jest takie trudne. Mówi wam to ktoś, kto wszystkiego uczył się od podstaw i dał radę lepiej niż Ci, którzy rzekomo wcześniej też jeździli. :)

    Kobietki siadajcie za kierownicę ja to uwielbiam! :)

  • www.kilkuetatowamama.com

    Ja wlasnie jestem na etapie, ze mam prawo jazdy od 9 lat ale nie jezdze.. Tzw. kateforia B minus (tak nazywana przez Malzona) i bardzo bardzo chce sie nauczyc. I postanowilam sobie, ze zapisze sie na lekcje i dam rade! A co!

    • Bardzo dobre podejście ! :) Trzyma kciuki, żeby się udało :)

    • No pewnie :) Jak nie Ty, to kto?

      • Henia

        Cześć Paulinko! Wspaniale, że tak nas motywujesz, dzięki .Mam 56 lat i marze o powrocie do jazdy sama smochodem.Kupiłam nowy samochód 3 dni temu, nie jeździłam 17 lat, potrzebuje pilnie nr telefonu do cierpliwego nauczyciela, próbowałam jechać z obok znajomymi ale nie czuje się pewnie.To mój nr telefonu 505564350, Mocno tule i z całego serca dziękuję, bo już zaczęłam wątpić czy dobrze zrobiłam ale jestem na emeryturze i za oprawę kupiłam sobie samochód , chciałam spełnić swoje marzenie . Proszę o pomoc!!!