w Lifestyle

Czterdziestka i home spa czyli 5 domowych zabiegów dla urody

czterdziestka-i-home-spa-czyli-5-domowych-zabiegow-dla-urody

Chciałabym mieć czas (a również i pieniądze), żeby regularnie oddawać się w ręce specjalistów: fryzjerów, kosmetyczek, manikiurzystek, trenerów personalnych i dietetyków. Chciałabym trzy razy w tygodniu chodzić na siłownię lub basen, a później do sauny. Solarium unikam, jednak alternatywą jest tu opalanie natryskowe i z niego też z chęcią korzystałabym regularnie. No i zdecydowałabym się w tygodniu, poza weekendami, przejść dobrze dobraną dietę pudełkową.

Ponieważ jednak powyższe nie jest możliwe, doskonalę opcje alternatywne. Porozmawiajmy więc o tym co robić, żeby mając lat około czterdzieści zadbać o siebie samodzielnie, nie angażując w to ani dużej ilości czasu, ani pieniędzy. Jednym słowem, co może być elementem udanego majówkowego home spa.

Prawdą jest bowiem, że ani ja, ani myślę większość z nas, nie ma wystarczającej ilości czasu i funduszy, żeby przeznaczyć je na opisane wyżej aktywności, szczególnie równocześnie. Przykładowo: mieszkając w dużym mieście, biegam pomiędzy pracą, szkołą, zajęciami dziecka po szkole, zakupami, prowadzeniem domu – a i hobby, na którym bardzo mi zależy, zajmuje mi czas. Wolne środki wydaję, inwestuję, lub po prostu oszczędzam. Sama przygotowuję posiłki – nierzadko inne dla męża i siebie, a nieco zmodyfikowane dla córki, która jest alergikiem. Ale to nie oznacza, że rezygnuję z wyglądania dobrze. I wierzę, że mam sposoby na to, żeby sama, w domu, uzyskać zadowalające efekty. Na pewno nie tak spektakularne jak przy wsparciu specjalistów, ale wystarczająco dobre.

 

czterdziestka i home spa

Sen i odpoczynek

Kiedyś wydawało mi się, że notoryczne niedosypianie nie ma na mnie żadnego wpływu. Do małej ilości snu można się przecież przyzwyczaić i wszystkie matki o tym wiedzą. Od jakiegoś czasu jednak widzę, że każda zarwana noc równa się zaczerwienione, podpuchnięte i podkrążone oczy, za dużo wypijanej kawy, ból głowy i brak energii do działania, która przecież również ma wpływ na nasz wygląd.

Prawdziwy odpoczynek to jednak znacznie więcej niż sen. To reset dla głowy i ciała, ładowanie baterii. Zdaję sobie sprawę, że w domu niełatwo dać sobie na to czas, przecież zawsze jest coś do zrobienia, ale dla własnego dobra warto się tego nauczyć.

„Jak odpocząć tydzień w trzy dni” – gotowe wskazówki ma Andrzej Tucholski i do niego Was odeślę. Szczególnie, że zgadzam się z nimi w całej rozciągłości → klik.


Cieszę się, że czytasz mój blog.
Nie przegap żadnego wpisu –
obserwuj PATCHWORK w serwisie
Facebook Instagram Google+Bloglovin’



czterdziestka_home_spa

Włosy

Przez dobrych parę lat nosiłam włosy długie i proste (okazyjnie podkręcane na wałkach), także aby uniknąć konieczności regularnych wizyt u fryzjera. Teraz – przy włosach krótszych, regularnie strzyżenie będzie już nieodzowne, farbowanie natomiast jestem w stanie ogarnąć we własnym zakresie – z delikatną pomocą męża ;). O samym zabiegu i jak robić to bez szkody dla włosów napisano już tomy, więc nie będę się powtarzać – ja wierzę Anwen i często korzystam z jej rad. Ostatnio jednak farbowanie uzupełniam o zabieg regenerujący, z bardzo dobrym skutkiem.

Jeszcze w czasie kiedy nosiłam bardzo długie włosy, fryzjerka poleciła mi Olaplex, wtedy zupełną nowość, która je zregeneruje i da im nowe życie. Ostatnio odkryłam natomiast serię Ultraplex laboratorium Joanna (zbieżność nazw wydaje się nie być przypadkowa ;)), do stosowania w domu. Bardzo polecam Wam to rozwiązanie. Moje włosy są zregenerowane, mniej się puszą, mniej wypadają, są miłe w dotyku, kolor ładnie błyszczy. Sam kosmetyk ma przyjemny zapach, a szampon i odżywka z serii są przeciętnie wydajne. I co najlepsze: inwestycja w całą linię, składającą się z 5 elementów – łącznie z szamponem i odżywką to wydatek ok. 50 złotych. Nieporównywalne z tym, co proponują salony fryzjerskie za zabiegi z końcówką „plex”, z których również korzystałam, a efekt nie był wcale lepszy.

 czterdziestka_home_spa

Paznokcie

Jeśli śledzicie Patchwork na Instagramie wiecie już pewnie, że mam nową zabawkę. To znaczy, zestaw do robienia paznokci hybrydowych. Nakładanie bowiem klasycznego lakieru było dla mnie frustrujące, gdyż nigdy nie byłam w stanie zrobić tego równo, a przy moim trybie życia, o ile nie odcisnęła mi się na nim faktura poduszki, to odpryskiwał mi dwa dni później i zostawiał czerwone ślady na biurowych papierach. Natomiast najtańszy profesjonalny manicure w mojej okolicy to wydatek ok. 40-50 złotych, w komplecie z pedicure – minimum 100. Postanowiłam więc zaryzykować i zainwestować w zestaw do wykonywania  hybryd w domu – i powiem Wam, że z miejsca zdobył moje serce.

Po pierwsze, lakier hybrydowy nie zasycha w trakcie nakładania, wszystkie niedoróbki więc zdejmuje się patyczkiem i po krzyku. Po drugie, nawet tydzień po nałożeniu jego powierzchnia na paznokciach jest kompletnie niezmieniona i wygląda po prostu świeżo. Po trzecie, czas wykonania i utwardzania/ suszenia paznokci jest znacząco krótszy niż przy zastosowaniu zwykłego lakieru, że już o wycieczce do manikiurzystki nie wspomnę. A po czwarte, koszt zestawu startowego zamyka się w dwóch – trzech profesjonalnych wizytach. Całą resztę macie już w gratisie. Mała podpowiedź: jeśli decydujecie się na Semilac, sprawdźcie czy zamiast kupowania zestawu nie byłoby taniej wybrać jego elementy oddzielnie. Ja tak zrobiłam i jestem zadowolona. I wybierzcie lampę LED, z czasem naświetlania 30-60 sekund. Tania i praktyczna.

 czterdziestka_home_spa

Rzęsy

Moje perturbacje z przedłużaniem rzęs 1:1, a później 2:1 i 3:1  były liczne i wcale nie zabawne. Nie wątpię, że rozwiązanie jest skuteczne w swoim założeniu, jednak min na jakie możemy się natknąć jest sporo.

Po pierwsze, jest to droga impreza. Nawet najtańsze zabiegi to koszt blisko 100 złotych, co biorąc pod uwagę konieczność regularnego uzupełniania, stanowi sumę znaczącą. Co więcej, tanie zabiegi są często wykonywane na materiałach gorszej jakości i rzęsy odklejają się na potęgę. A połowicznie wypadnięte przedłużane rzęsy w tydzień po zabiegu NAPRAWDĘ nie wyglądają dobrze. Po trzecie, mam wrażenie iż wiele stylistek w którymś momencie traci kontrolę nad rozsądkiem i przyklejają nam rzęsy coraz dłuższe i coraz bardziej wywinięte. I nie, drogie dziewczyny, to NIE wygląda dobrze. Po czwarte, sam zabieg to minimum dwie godziny leżenia plackiem z zamkniętymi oczami. Dla mnie nuda.

Po wielu próbach i błędach spotkałam stylistkę, która potrafiła założyć mi rzęsy tak, że wyglądały one naturalnie, ładnie podkreślały oko i trzymały się ponad miesiąc (a ponieważ wiem, że pewnie to czyta to: Ola, wielki buziak dla Ciebie :) ). Cóż z tego jednak, skoro mi posiadanie czegoś sztucznego na oczach po prostu przeszkadza. Rzęsy odkształcają się w trakcie snu na boku, a pomoczone powodują nieodpartą chęć tarcia oka, którego efektem jest wypadanie i tych własnych i tych przyklejonych. Ogólnie, u mnie to po prostu się nie sprawdza.

~~ Kliknij tutaj, żeby zobaczyć kilka „rzęsowych” porażek ~~

Zamiast tego, stosuję odżywki. Efekt nie jest tak spektakularny, ale jest widoczny, a przy tym wygląda naturalnie, a odpowiedni makijaż fajnie go pogłębia. Długie, odżywione rzęsy i henna na brwi – tak, ten zabieg też robię sama – w moim przypadku są wystarczające.

Odżywki do rzęs zasadniczo dzielą się na te, które zawierają bimatoprost lub jego pochodne, oraz te, które go nie zawierają. Wspomniany przeze mnie składnik to lek, obecny również w często stosowanych kroplach na jaskrę, których ciekawym „skutkiem ubocznym” jest nienaturalne wręcz wzmocnienie rzęs. Bimatoprost ma jednak wiele innych często występujących skutków ubocznych, z których podrażnienie oczu i bóle głowy wydają się być najłagodniejszymi. Nie wiadomo również jak działa na płód, dlatego odżywki go zawierające stanowczo nie są polecane kobietom w ciąży. Tylko że… u mnie nie wystąpiły żadne efekty uboczne. I dlatego byłam zaskoczona, że odżywka którą wybrałam – 4 Long Lashes Oceanic – też go zawiera. Szczególnie, że jej cena w porównaniu z innymi dostępnymi na rynku odżywkami jest dość przystępna, a efekty wyraźnie widoczne. Obecnie używam produkowanej przez Polpharmę odżywki Biotebal XXL. Skład podobny, efekty również. Natomiast najtańszą dostępną opcją jest zwyczajny olejek rycynowy. To sposób naszych prababek, nieszkodliwy i podobno niezwykle skuteczny. Przyznam, że nie próbowałam.

czterdziestolatka_home_spa

Cera

Cera niemal czterdziestolatki to temat rzeka i materiał na oddzielny post, którego już niebawem możecie spodziewać się w cyklu „Czterdziestka bez stresu”. Osobiście mam również taką refleksję, że sytuacja u mnie wyglądałaby o niebo lepiej, gdybym nie ograniczała się do kupowania maseczek, tylko regularnie nakładała je na twarz. Mam jednak doświadczenie w domowym stosowaniu kwasów AHA, które w gabinetach kosmetycznych kosztują sporo, a wybór produktów je zawierających do domowych zabiegów jest ogromny. Oczywiście, kwasy stosowane w gabinetach mają o wiele większe stężenie i takie też można kupić, jednak tu kluczowe są zasady bezpieczeństwa, ja więc polegam jednak na kosmetykach dla laików.

Odkryłam kiedyś, że na moją „trudną”, nękaną drobnymi niedoskonałościami cerę, lepiej od wszystkich manualnych zabiegów czyszczących działa zestaw mikrodermabrazja + kwas migdałowy. Zarówno piling – odpowiednik mikrodermabrazji, jak i kwasy dostępne są w detalicznej sprzedaży, postanowiłam więc spróbować takiego zestawu i jestem bardzo zadowolona z efektów. Widziałam w sieci, że do intensywnego pilingu można użyć sody oczyszczonej w połączeniu z olejkiem, jogurtem lub np. rozgniecionym owocem. Nie próbowałam. Korzystałam natomiast z gotowego, saszetkowego zestawu do domowej mikrodermabrazji marki AA. Godna uwagi jest również seria kosmetyków z kwasem migdałowym Dr Norel. Trzeba jednak  pamiętać, że kwasy + słońce = potencjalne przebarwienia, warto jest zatem odłożyć kurację na porę roku, kiedy się nie opalamy.

Podsumowując zatem: stanowczo zgadzam się z twierdzeniem, że nie ma kobiet brzydkich, są tylko te mniej zadbane. Jakkolwiek szowinistycznie by to nie zabrzmiało, same możemy zrobić wiele, żeby poprawić swój wygląd i samopoczucie i wcale nie wymaga to wielkich nakładów czasowo – finansowych.

Majówka w toku a pogoda w wielu miejscach taka sobie – może właśnie teraz jest dobry moment na to, żeby wysłać rodzinę na basen, a sobie podarować home spa? Gorąco Was do tego zachęcam. Podzielcie się również koniecznie Waszymi ulubionymi patentami na domowe zabiegi. Szczególnie tymi, które z miejsca poprawiają Wam humor. Jest takie ładne, nowe słowo: „umilacz”. Jakie więc są Wasze kosmetyczne umilacze?

Owocnego odpoczywania!

Wasza,

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

POPRZEDNI POST
KOLEJNY POST