Lifestyle

Igrzyska w Pjongczangu – polscy sportowcy, także prywatnie

12/02/2018
Igrzyska w Pjonczangu - polscy sportowcy prywatnie

Niezależnie od tego czy mówimy o Igrzyskach Olimpijskich, mistrzostwach świata w footballu, czy też o innych wielkich wydarzeniach sportowych, obiegowa opinia jest taka, że mężczyźni w tym czasie odwieszają życie na kołek, swoje funkcjonowanie podporządkowując transmisjom telewizyjnym. Natomiast ich żony i nie-żony w tym czasie, oczywiście udręczone, zajmują się dziećmi, lub też udają się z przyjaciółkami do spa, bo co też mają lepszego do roboty.

No to muszę Wam powiedzieć, że u mnie to tak nie wygląda. Pomijam już, że mojego męża, z dyscyplin sportowych, interesuje głównie rower (rzuć okiem tutaj). Prawda jest taka, że uniwersalnie sportem z naszej dwójki bardziej interesuję ja, chociaż medale i splendor to dla mnie tylko wierzchołek góry lodowej. Znacznie bardziej ciekawi dla mnie są sportowcy jako ludzie (o zamiłowaniu do śledzenia biografii pisałam Wam z kolei tutaj). Kim oni są? Jacy są prywatnie? Co poświęcają, aby trenować? Jaką pracę mentalną wykonują, aby wygrać? Czy dają się lubić?

Igrzyska w Pjongczangu – polscy sportowcy, czyli kogo my tam w ogóle mamy

Najpierw trochę historii:

Co tu dużo mówić, w sportach zimowych daleko nam do wielkości. Mamy jednak trochę sukcesów na koncie, stąd też i nadzieje na Pjongczang. Tu zgrabne podsumowanie Eurosportu.

Niezainteresowany tematem mógłby odnieść wrażenie, że nasza olimpijska reprezentacja składa się głównie ze skoczków narciarskich i osób ich wspierających. Nic bardziej mylnego. W sumie na Igrzyskach mamy 62 sportowców. Tak więc, skoczkowie skoczkami, trzymamy za nich kciuki gorąco – szczególnie, że pierwszy konkurs poszedł zupełnie nie po ich myśli. Ale jest jeszcze łyżwiarstwo szybkie (i short track), biathlon, biegi narciarskie, bobsleje, kombinacja norweska, łyżwiarstwo figurowe, narciarstwo, saneczkarstwo i snowboard. I chociaż szanse medalowe mamy głównie w skokach, na uwagę zasługują wszyscy.

 

Polscy sportowcy w Pjongczangu – kilka ciekawostek

Justyna Kowalczyk

8 lat temu w Vancouver obgryzałam paznokcie przed telewizorem, kiedy w biegu na 30 km wygrywała z Marit Bjoergen. 4 lata temu w Soczi byłam w stanie uznać ją za istotę nadprzyrodzoną, kiedy zwyciężyła w dystansie 10 km pomimo złamanej kości w stopie. Jej hart ducha został mocno nadwyrężony przez poronienie, rozstanie z partnerem i depresję, a sport pomógł jej się pozbierać. Myślę, że swoje w sporcie już zrobiła, a wszystko czego jeszcze dokona, będzie super bonusem. Życzę Justynie, aby te igrzyska były przede wszystkim dla niej, żeby niezależnie od wyników przywiozła z nich dobre wspomnienia. Eksperci raczej na medal nie liczą, ale Justyna to klasa sama w sobie i pięknie ją oglądać, anyway.

Justyna prywatnie? Jak sama mówi, będzie walczyć do końca. Depresja już za nią, jest już zupełnie inną Justyną, bardziej … zwyczajną?

 

Sylwia Jaśkowiec

Nie zapominajmy jednak, że oprócz Justyny jest i ona. Brązowa medalistka Mistrzostw Świata. Do niedawna mówiło się, że w parze z Justyną ma szansę na medal w sprincie drużynowym. Szansę tę przekreśliły jednak kontuzje, wróciła do sportu, ale też chyba bardziej dla siebie samej. Mówi się, że chyba nie ma drugiej zawodniczki, którą do tego stopnia prześladowałyby kontuzje i wypadki. Z drugiej strony, ma wielki potencjał. Prywatnie niewiele o niej wiadomo, chroni swoją prywatność. I ma zupełnie inny charakter niż Justyna. Dlatego, ich relacje nie wychodzą poza sferę zawodową.

 

Panczeniści

W naszej drużynie olimpijskiej stanowią najliczniejszą grupę i potrafią też zaskoczyć. Co prawda eksperci są ostrożni w typowaniu szans medalowych, ale… Zbigniew Bródka w Soczi, wygrał złoto różnicą czasów 0,003 s. Z drugiej strony, jest on w tym roku chorążym naszej reprezentacji, co łączy się z tradycyjną klątwą i chociaż on sam podobno się jej nie boi, co przesąd, to przesąd. Tak więc, wszystko się może zdarzyć.

Inna ciekawostka związana z męską drużyną panczenistów jest taka, że nie zdobyli oni kwalifikacji na start drużynowy, ale i tak na niego liczą. A to dlatego, że są pierwszymi rezerwowymi. Pojechali więc w komplecie do Pjongczangu i czekają czy któraś z drużyn może się wycofa? Wszystko wyjaśni się do 15 lutego.

 

Katarzyna Bachleda – Curuś

Jest chyba najbardziej olimpijsko doświadczoną z naszych zawodników. Dacie wiarę, że to już jej piąte (!) igrzyska? Pierwszych, jak sama mówi, nie pamięta, może wyparła, bo zajęła tam dopiero 26 miejsce. Kolejne trzy imprezy to już postępy, sukcesy i medale.

Prywatnie jest żoną i mamą dwóch córek. Jedna z jej cech? Fair play. Kilka lat po starcie na igrzyskach w Turynie ujawniła, iż Holendrzy, których zawodniczka była pierwszą rezerwową, proponowali jej 50 tysięcy euro za wycofanie się ze startu w biegu na 5000 m. Propozycji nie przyjęła, wystartowała, zajęła 16 miejsce. Co charakterystyczne, początkowo startu na tym dystansie w ogóle nie planowała! Czyli, nie zadzieraj z polską zawodniczką, jeśli ci starty miłe!

 

Biathlon – Weronika Nowakowska

Vel: Mama Groszków. Weronika jest mamą bliźniąt, dwóch chłopców, urodzonych w 2016 roku. Że ona w ogóle znajduje siłę, żeby startować na tych igrzyskach! Respect.

Guziki

Mamy też w reprezentacji jedną parę. Krystyna Guzik (wcześniej Pałka) i jej przystojny mąż Grzegorz. Para jak para, całkiem fajna, szczególna jest tu może tylko różnica wieku. Ona – rocznik 1983. On – 1991. Tym bardziej trzymam kciuki – sportowo i życiowo. Uwielbiam ludzi, którzy z pewnością siebie łamią stereotypy.

Wielka nieobecna – Karolina Riemen – Żerebecka


Marzec 2017 – koszmarny wypadek na stoku, śpiączka. Zastanawiano się, czy będzie chodzić, a ona w ciągu kilku miesięcy wraca do trenowania. Jest kwalifikacja olimpijska – ostatnie treningi przed wyjazdem – kontuzja pleców. To wieść z przed dwóch dni. Operacja i już dzisiaj pozytywne wiadomości: Karolina już chodzi, do zobaczenia na stoku! Czy ta dziewczyna jest niezniszczalna?

Na koniec jeszcze parę słów o drużynie skoczków


A właściwie o Wielkim Zaskakującym, czyli o Stefanie Huli.

Bo Stefan przeżywa właśnie sezon życia. Czy wcześniej słyszeliśmy o nim inaczej niż w kontekście “ten, który mieszka w pokoju z…”? Kojarzycie historyjkę, jak to w Vancouver w środku nocy w pokoju skoczków zadzwonił telefon (operator komórek) i obudził Małysza? To właśnie był telefon Stefana. Biedak, ale się wtedy musiał nasłuchać ;)

Najpierw przyjaciel Małysza, zwany przez niego “Stefankiem”. Później przyjaciel Stocha. Zawsze skromny, zawsze z tyłu. Wczoraj poszybował raz, drugi raz poszybował gorzej, a dodatkowo splot okoliczności spowodował, że z pierwszego miejsca spadł na piąte. Ale, mam poczucie, że jeszcze o nim usłyszymy! Może jeszcze na tych igrzyskach.

~~ ♦ ~~ ♦ ~~

 

Co tu dużo mówić, w sportach zimowych daleko nam do wielkości. Ale tak sobie myślę, mamy na tych Igrzyskach ekipę fajnych ludzi, którzy potrafią zaskoczyć, pokazują, że mają pasję, wolę walki, siłę charakteru. Tym bardziej myślę, że jakaś niespodzianka będzie. Zobaczymy!

Stay tuned,

Wasza,

PS. Uleńko, bardzo dziękuję Ci za pomoc!


Cieszę się, że czytasz mój blog.
Nie przegap żadnego wpisu –
obserwuj PATCHWORK w serwisie
Facebook Instagram Google+Bloglovin’


 

Mogą Cię zainteresować:

Nie ma komentarzy

Podoba Ci się post? Zostaw komentarz, będzie mi bardzo miło! A jeśli masz krytyczne uwagi, też chętnie je przeczytam. Zalogowanie się do systemu komentarzy lub/i subskrypcja dyskusji pod postem lub całej strony, równoznaczne są z akceptacją Polityki Prywatności. Podanie danych jest dobrowolne. Komentarze są moderowane i pojawiają się na stronie po zatwierdzeniu przez Admina.

Kolejny post
Pączki były luksusowe, to faworki będą wręcz przeciwnie, a co!…