w Dziecko

Przyjemne podróżowanie – chociaż z dzieckiem

przyjemne-podrozowanie-chociaz-z-dzieckiem

Jak nie zamienić długo wyczekiwanego wyjazdu w koszmar?

Kilka słów tytułem wstępu:
Nie lubię siedzieć w domu zbyt długo, ale też bardzo nie lubię oddalać się mocno od mojej córki – choć niewątpliwie ma ona w tym czasie najlepszą, babciną opiekę. Siłą rzeczy więc, przemieszczamy się z dzieckiem, co potrafi być sytuacją wysoce stresogenną.

DSCF0149

Drogą prób i błędów osiągnęłam stan, kiedy radzimy sobie z tym dość dobrze, wiem jednak, że dla wszystkich bywa to trudne. Szczególnie, że zależy mi na tym, żeby czas na który często czekamy bardzo długo, został nam w pamięci jako przyjemny i rozwijający.

Niestety, nie pamiętam już szczegółowo moich  doświadczeń związanych z przewozem niemowlaków, jednak mam szereg przemyśleń dotyczących zachowania w podróży przedszkolaków i młodych szkolniaków – przy czym to zachowanie, niestety, aż tak bardzo się nie zmienia. Oczywiście, sytuacja nieznacznie poprawia się wraz z wiekiem dziecka, ale mając córkę ponad 8-letnią stwierdzam, że daleko jej jeszcze do ideału. Mając w pamięci to, co mawia się o nastolatkach zastanawiam się także, co właściwie będzie tym ideałem (obym go nie przegapiła).

Nie wiem, jak wyglądają Wasze doświadczenia w tym zakresie, jednak dla nas podróżowanie z dzieckiem od początku stanowi pewne wyzwanie. Od prawie zawsze musimy pokonywać trudności typu choroba lokomocyjna i jej konsekwencje. Inne wyzwania to nuda w samochodzie (dzięki o Losie za przenośne DVD!); brak sensownego jedzenia na trasie i na miejscu – oczywiście zależy to mocno od tego, dokąd się jedzie; lub niewygoda związana ze zbyt dużą ilością zabieranych ze sobą rzeczy – tak, w tym względzie daleko mi do szlachetnego minimalizmu.

Po szczęśliwym dotarciu na miejsce, stajemy przed wyzwaniem naczelnym: Julka nie lubi chodzić. Niezależnie od urody miejsca do którego się wybierzemy, Julka po 15 minutach chce iść jeść, później do kawiarni, a najlepiej od razu do hotelu, czy na kemping. My jednak jesteśmy zdeterminowani i chcemy zaszczepić w niej miłość do odkrywania świata. Dlatego też, nasze długie i krótkie wyjazdy muszą rządzić się określonymi prawami. Tak, żeby kochany Dzieć nami nie rządził, ale też żeby nie zamienił uroczej wycieczki w koszmar na jawie.

W skrócie wygląda to tak:
1. Jeśli jedziemy na weekend, pobyt w samochodzie nie powinien przekraczać 3 godzin. Jeśli jedziemy dalej, wyjeżdżamy bardzo wcześnie rano i pierwsze kilka godzin dziecko po prostu przesypia. Powrót może odbywać się późnym wieczorem, chociaż ja, ze względów bezpieczeństwa, nie lubię podróżować nocą.
Oczywiście, jeśli jedziemy na wakacje, sytuacja wygląda nieco inaczej. Wtedy ratuje nas właściwy dobór filmów na DVD, muzyki, audiobooków i właściwie ustalona trasa. Plus, wyjazd o 4 rano. Dobrą robotę robią również zajazdy przy autostradach posiadające place zabaw – w tym zakresie zdecydowanie wygrywają Niemcy i Austria. Trochę dziecięcego snu i 10 godzin daje się przeżyć. Dalej „jednym rzutem” nie jeździmy, robimy przerwy.

2. Na wyjazdach weekendowych bądź kilkudniowych, każdy dzień powinien zawierać 2 atrakcje dziecięce. Oczywiście, jest to nasza sprawdzona praktyka, inni rodzice mogą mieć w tym zakresie zupełnie inne doświadczenia. Dobór atrakcji zależy od miejsca – zorganizowane wydarzenia, miejsca typu muzeum (dla dzieci!) lub planetarium, wesołe miasteczka, parki i place zabaw, baseny, warsztaty itd. W wakacje każdy bardziej zajęty dzień przeplatamy dniem wolniejszym, przeznaczonym na siedzenie i nie robienie niczego szczególnego. Pozostały czas zagospodarowujemy zgodnie z naszymi „dorosłymi” zainteresowaniami, cierpliwie tłumacząc latorośli, że teraz oglądamy/ robimy coś  dla nas, później ona będzie miała swój czas. U nas działa.

3. Przy tak zwanych „spacerach” bardzo przydaje się określenie konkretnego, wymiernego celu. I nagrody, najlepiej symbolicznej. „Idziemy do lasu na dwie godziny” budzi zdecydowane protesty, ale „idziemy fotografować w lesie oznaki wiosny” lub „wchodzimy na górę z dużym krzyżem”, czy „kto pierwszy zauważy na tej Starówce pięć kościołów” są najczęściej przyjmowane bez protestów. Generalnie, warto jest sprawdzić jak długą wycieczkę nasze dziecko jest w stanie znieść i stopniowo wydłużać ten czas o 15 minut. Fajnie jest też zadbać o jakieś spektakularne cele u kresu wyczerpującego chodzenia: Wodospad? Schronisko? Lody? Super-zapierający dech w piersiach widok? Moczenie stóp w strumyku? Wiele rzeczy się nada, jeśli rodzic kreatywnie to przedstawi.

4. Koniec końców, należy jednak cały czas mieć na uwadze, że w czasie naszych wakacji czy weekendowego wyjazdu, naszym celem jest przede wszystkim odpoczynek od pracy i oddech od codzienności. Jeśli nie należymy do grona dorosłych, dla których jedynym punktem odniesienia jest dobro naszych dzieci (choć jest to niewątpliwie ważny aspekt), nie dajmy się wpędzić w poczucie, że musimy być kaowcem dla naszych pociech. Wybierajmy miejsca, które nas interesują, nie tylko takie, gdzie jest dobra dziecięca infrastruktura. Dostosowujmy się do dziecka, ale ono niech się również do nas dostosuje. Z pewnością potrafi, jeśli my będziemy potrafili zdobyć się na pewną konsekwencję.

Ten post jest częścią cyklu o podróżach, który właśnie zaczynam. Zapraszam do czytania :)

AND_5967

Zapisz

POPRZEDNI POST
KOLEJNY POST
Udostępnij: