w Podróże

Miejscówka z widokiem na morze

miejscowka-z-widokiem-na-morze

Dawno, dawno temu (a było to w 2012) usiedliśmy z mężem w okolicach maja celem wybrania, jak co roku, miejsca na nasze wakacje. Padło na Chorwację, gdzie ja wtedy jeszcze nie byłam, mój mąż za to mnóstwo razy.

wieczorem na plaży

W czerwcu zastanowiła mnie jedna rzecz:
– Ale jak to, to nic nie będziemy rezerwować?
– Hmmm, czy ja wiem – słyszę, a moje potrzebujące poczucia bezpieczeństwa serce zaczyna bić nieco nerwowo – no dobra, poszukam.

Po jakimś czasie, spędzonym na „szukaniu”:
– Kochanie, w zasadzie, to te ceny są tu takie, że to zupełnie bez sensu. Tam jak się jedzie wybrzeżem, ludzie stoją i reklamują swoje apartamenty, można wynająć coś na miejscu, znacznie taniej.

OK, zatem jedziemy „w ciemno”. Cudownie. Wcale się nie denerwuję.

Minęło znów kilka dni, spędzonych przeze mnie na wizualizowaniu jaka katastrofa może się wydarzyć, jak się jedzie z pięcioletnim dzieckiem w ciemno na Bałkany, a przez mojego męża na luzie i beztrosce, aż tu nagle słyszę:

– Kotek, w zasadzie, to jak my tam dojedziemy to będzie już późno, gdzie my tam będziemy jakiegoś mieszkania szukać? Weźmy namiot (!), przenocujemy jedną noc na kempingu, a następnego dnia znajdę Ci taki apartament, że zobaczysz.

Po zastanowieniu:
– Ale w tej mojej studenckiej dwójce to my się nie zmieścimy. Wiesz, ja poszukam czegoś bardziej sensownego.

Następnego dnia, Andrzej pojechał do sklepu i kupił wielki, wygodny, czteroosobowy namiot, z sypialnią, przedsionkiem, schowkiem, wykładaną na zewnątrz podłogą i małym daszkiem. Rozkładany na metalowych obręczach, „Folds like magic”. Rozstawił go w ogrodzie, patrzy na niego i nagle…

– Kotek, a jak my mamy taki fajny namiot, to po co będziemy tego mieszkania tam szukać???

Nieźle to sobie wymyślił muszę przyznać. Gdyby powiedział od razu, raczej bym się nie zgodziła. A tak, rozpoczęła się największa wakacyjna przygoda mojego życia.

krokodyl

Kocham kempingi. To, że mamy 50 metrów do morza i piękny widok. To, że jest tam wszystko: place zabaw, restauracje, zjeżdżalnie, sklepy, bary, boiska, łazienki z marmurami, kuchnie i pralnie, pinie i cykady … Ale przede wszystkim LUDZIE. Bardzo otwarci, kontaktowi, wspierający. Mnóstwo dzieciaków, świetna atmosfera.

w Chorwacji pod namiotem

Z każdym rokiem uczę się więcej. Wiem co ze sobą zabrać, co będzie nam zbędne. Nasze wakacyjne domostwo rozrosło się do rozmiarów domku kempingowego, mamy meble, kuchenkę, rozkładaną altankę od słońca i sprzęt sportowy. Ale to nic w porównaniu z tym, co przywożą ze sobą Włosi, Niemcy lub Skandynawowie. Widać, że dla nich to sens życia. I teraz już to rozumiem.

camping wieczorem
Źródło: https://allthecampinggear.wordpress.com/

Czekając na lato zapraszam Was do obejrzenia kilku zdjęć z naszych bałkańskich wakacji. Jestem przekonana, że ciąg dalszy nastąpi.

Camp Prapratno

chwila spokoju

Dubrovnik

koty są wszędzie

coś dzwoni
widzicie tu mojego męża?

Chorwacja

Zapisz

POPRZEDNI POST
KOLEJNY POST
Udostępnij:
  • Pingback: Chorwacja po raz pierwszy - z dzieckiem lub bez - przydatne wskazówki()

  • Katarzyna Wojczuk

    My jedziemy za 2 tygodnie pierwszy raz pod namiot do Chorwacji z 2 i 4latka:) fajnie się Was podpatruje:))))

  • Kocham Chorwację! Moje pierwsze chorwackie wakacje także były pod namiotem, a na dodatek dojechaliśmy tam na motorze. Więc pełen odjazd ;) Wasz namiot wygląda imponująco!
    pozdrawiam serdecznie!

  • Pingback: Jezioro Garda z dzieckiem lub bez - Patchwork()

  • Ja chyba nie mam jeszcze na tyle odwagi, by wybrać się w tak zorganizowaną podróż :) Z dwuletnim dzieckiem może być różnie :D
    Za to Chorwację uwielbiam – byłam raz i na pewno tam wrócę!

  • Piękne zdjęcia! I świetna historia :) Tęsknię za Chorwacją, byłam tam raz i mam nadzieję, że będzie mi dane tam wrócić :)

  • W zeszłym roku byłam pierwszy raz w Chorwacji i bardzo mi się podobało, ale jak do tej pory jeszcze nigdy nie spałam pod namiotem:). Z tego co piszesz, to chyba najfajniejsze jest to towarzystwo innych ludzi i taka wspólna więź.

  • Urocza historia:)

  • Muszę przyznać, że mój Niemiec uwielbia spać pod namiotem. Ja niekoniecznie. Całe dzieciństwo spędziłam w taki sposób z rodzicami i zawsze wybierałam spanie w samochodzie. Tutaj to nie przejdzie, bo nie mamy samochodu, ani nawet prawa jazdy. Ale on chce. I Twoja historia przekonała mnie trochę, że to aż takie straszne nie jest (komary, mrówki, szczypawice… brrr!). Może dam się w tym roku przekonać :). Dziękuję :).

    • Kochana, tam nie ma robali jakimś cudem! Os, komarów, szczypaw, innych świństw. Mrówki są, ale w każdym sklepie można kupić specjalny proszek. Obsypujesz namiot dookoła i sprawa załatwiona. Ludziom podobno nie szkodzi, a mrówki idą do namiotu obok :) Natomiast brak samochodu wydaje się pewnym utrudnieniem. Na wiele kempingów inaczej niż autem się nie dojedzie…

      • Nie wiedziałam o takim proszku, ale zapamiętam. Dziękuję! Nas nie interesuje tyle Chorwacja, co idea campingu. Wychodzę z założenia, że gdy już się zgodzę wybrać z nim w dzicz, to on wymyśli, jak się tam dostać :D. (Doświadczenie zaś mówi, że jeśli chcę się tam faktycznie dostać, to sama będę musiała zorganizować podróż…)